niedziela, 17 września 2017

Wszyscy jesteśmy za bardzo.

   Czy ja jestem "za bardzo"?
   Muszę przyznać, że dość często to pytanie pojawia się w mojej głowie. Jeszcze kilka lat temu nie potrafiłam sobie z nim poradzić, pozwalając by mnie prowadziło na manowce. Nie, nie były one cudne, jak u Stachury. Bynajmniej. Za bardzo, albo nie dosyć. Cztery słowa, które w młodym sercu sieją spustoszenie ogromnych rozmiarów. Bo czy ja nie proszę o uwagę za bardzo? Czy nie robię z siebie ofiary za bardzo? Czy ja naprawdę jestem w tym wszystkim nie wystarczająco dobra? Nie wystarczająco interesująca? Czy naprawdę można być ciekawym tego co dotyczy... mnie? Tak po prostu? Z tymi pytaniami zasypiałam, by później pozwolić im dominować w każdym kolejnym dniu. 
   Dzisiaj nie boję się już z nimi walczyć. Nie boję się uśmiechnąć do siebie w lustrze czy poprosić o chwilę uwagi kogoś bliskiego, jeśli wiem, że tego naprawdę potrzebuję. Czuję, że jestem ważna dla tych, których kocham, którzy są mi bliscy, którzy są moimi przyjaciółmi i tego się trzymam. Niczego więcej nie trzeba mi do szczęścia - no może poza kawą i dobrą książką. O tym czego mi trzeba uczę się mówić otwarcie, bo wiem, że nie mogę czekać aż ktoś się domyśli - mogę za to komunikować swoje pragnienia i próbować odczytywać te cudze, w nadziei, że uda mi się uczynić czyjś dzień lepszym, jaśniejszym, godnym miłego wspominania. Wiem też, że mam prawo do tego by być "za bardzo" i że to czyni mnie... cóż - mną. Za bardzo się wzruszam na filmach czy serialach, za bardzo przypalam mleko, kiedy próbuję sobie zrobić kakao, za bardzo przejmuję się tym co pomyślą o mnie inni, za bardzo zapominam o wielu rzeczach, za bardzo wolę pisać niż mówić albo za bardzo pozwalam sobie na poddawanie się tuż przed końcem. Każdy z nas składa się z tych właśnie małych "za bardzo" i to sprawia, że ktoś wyjątkowy, bliski może je w nas pięknie uzupełnić. 
   Być może na tym właśnie polega życie - by odnajdywać w sobie te elementy, które są za bardzo i się nawzajem uzupełniać; czynić sobie ten świat choć odrobinę bardziej domem. Słuchać po to, by ktoś mówił. Myć naczynia, by ktoś mógł je wytrzeć. Kupować książkę, by ktoś mógł ją przeczytać. Płakać, by ktoś mógł się zatroszczyć. Pisać, by ktoś mógł przeczytać. Ubrać szalik, by ktoś mógł go nam z czułością zawiązać wokół szyi. Zrobić kawę, by ktoś mógł poczuć, jak przyjemnie grzeje w dłonie; lub uwierzyć w miłość, by ktoś mógł nas zwyczajnie... p o k o c h a ć.